Podobno o istocie miłości najwięcej mówi jej brak. Mam wrażenie, że idący w zawrotnym tempie świat, nastawiony na konsumpcjonizm i nieokiełznaną chęć posiadania sprawia, że przestajemy myśleć o drugim człowieku jak o partnerze życia, stawiając siebie na piedestale. Czy nie jest tak, że jesteśmy nastawieni na siebie, na dążenie do zaspokojenia indywidualnego prawa do szczęścia i znakomicie radzimy sobie w pojedynkę? Z mojego doświadczenia wynika jednak, że bycie samemu to nie otwarty manifest dojrzałej samodzielności, ale sposób życia, którego po pierwsze się nie chce, a po drugie wcale się nie planowało. O ile w sklepach można dziś dostać już prawie wszystko, o tyle miłości nie możemy pożerać jak fast foodu ani kupować w supermarkecie. Jej trzeba pragnąć i szukać. A jak nie ma pragnienia miłości, to pozostaje tylko fizjologia. Jedzenie, trawienie, wydalanie.


Wszystko bez miłości to nic.

P1000733

Kiedy wstaje rano jestem wdzięczna za wszystko co mam. Za świetne zdrowie, rodzinę, mieszkanie, samochód, ciepło, samorealizacje, przyjaciół, wiarę, wodę, jedzenie i siłę. Cieszę się, że mogę wejść do sklepu i kupić wszystko na co mam ochotę, choć nie zawsze miałam taką możliwość. Patrzę w lustro i wciąż powtarzam sobie: Kaśka jesteś najlepsza. Nie mogę na nic narzekać, ponieważ mam wszystko. Jednak to wszystko co mam, bez możliwości dzielenia się i radości z drugim człowiekiem zdaje się być niczym. I jest to dla mnie nowe zjawisko, bowiem od czternastego roku życia zawsze był przy mnie ktoś, dlatego tak trudno jest mi teraz odnaleźć się w samotności. Chociaż z czystym sumieniem przyznaję, że jest ona potrzebna i ma sens. Dobra samotność to czas „pomiędzy”, kiedy zakończyliśmy ważną relację, a jeszcze nie nawiązaliśmy nowej. Wtedy rzeczywiście możemy przyjrzeć się sobie bez pośpiechu, bez zagłuszania deficytów w kimś lub czymś z zewnątrz, gdy możemy sprawdzić jak mi ze sobą jest, z czym sobie lepiej lub gorzej radzę, jakie są moje potrzeby. Krótkie chwile samotności są potrzebnym oddechem, perspektywą, która pozwala uświadomić sobie, gdzie jestem i kim jestem. Że mam marzenia i że chcę się realizować. Samo docieranie do tego i droga, którą przechodzimy w pojedynkę ma sens zwłaszcza, aby uświadomić sobie czym właściwie ta cała miłość jest.


Miłość bez ponieważ.

photo-1460750860062-82a52139a0d6

Niewątpliwie człowiek rodzi się niejako wyposażony w miłość. Przychodzimy na świat z potencjałem do kochania i bycia kochanym. Wiadomo, że w zależności od naszych doświadczeń z okresu dzieciństwa oraz dorastania jest nam łatwiej lub trudniej okazywać i przyjmować to uczucie. Im więcej jednak mamy miłości w sobie, tym większy mamy zasób do dzielenia się z innymi. Ale niewątpliwie, tak jak z każdym darem, nie powinniśmy go zakopywac w ziemi, tylko pomnażać.

Tylko czy my tak naprawdę pragniemy kochać człowieka, czy raczej samo pragnienie miłości? Karmieni od dzieciństwa mitem o jedynej i prawdziwej miłości, w łóżku pragniemy romantycznych doznań, w życiu zjednoczenia ciał i dusz. Czy to możliwe? Ostatnio miałam okazję spędzić więcej czasu z dwoma świetnie dobranymi połówkami, nie idealnymi, ale idealnie uzupełniającymi się – tak to o was Paula i Maks – i uważam, że to możliwe. To dzięki nim właśnie między innymi doszłam do wniosku, że podstawą miłości jest uświadomienie sobie, że jest ona bezwarunkowa, bezinteresowna i skierowana zarówno ku sobie jak i stworzeniu oraz ludziom. Że zajmuje centralne miejsce w życiu każdego człowieka, nadając mu sens. Miłość zatem trzeba rozwijać, ale też sama miłość rozwija człowieka. I po tym właśnie można poznać czy to co czuje jest miłością. Czy ja w tym uczuciu wzrastam, czy chce się stawać lepszym człowiekiem. Nie jak w fazie zakochania, gdy chce się wykazać przed wybraną osobą, ale w sposób bardziej dojrzały, kiedy chce się naprawdę zmieniać na lepsze. W trakcie budowania związku obawiamy się, że zagubimy w swoim życiu wolność, która nas wyzwala, ale wolność przecież zawiera w sobie miłość. Ale nie wolność bezkresna – bo wtedy kocha się siebie i nikogo więcej. Jeżeli nie kochamy, a mimo to wiążemy się w pary to uprawiamy seks i jesteśmy ze sobą tylko po to, aby zaspokoić swoje instynkty oraz potrzeby społeczne. Miłość jest wtedy, kiedy pragniemy żeby była, nie ponieważ ma być.


Po prostu miłość.

photo-1448518184296-a22facb4446f

Ja – singielka. Choć właściwie nie ma we mnie nic z prawdziwego singla. Nie jestem aż nadto wyzwolona, nie sypiam z facetami, nie pijam kolorowych drinków i nie chodzę na imprezy. Nie widzę tylko czubka własnego nosa i nie krzyczę jakie to fajne i zabawne uczyć się obsługiwać wiertarkę, nosić wysoko spodnie i robić to, na co się ma ochotę. Bo tacy podobno są współcześni single. O braku miłości mówi się jednak szeptem. O tym, że każdy człowiek na świecie potrzebuje relacji, pragnie kochać i być kochanym. Marzy o rozumieniu bez słów. Chce dzielić się zwycięstwami i podnosić po porażkach. Dawać ciepło i widzieć siebie w oczach drugiego człowieka. Próbować nowych rzeczy i przestać się wreszcie bać samotności. Czy to oznacza, że w dzisiejszych czasach to wstyd chcieć miłości? Czy to desperacja wciąż jej szukać? Z racji mojej natury ekstrawertyka oczywiście całe swoje życie jestem z kimś, w czyimś towarzystwie – nigdy sama. Jednak relacji zwanej miłością nie zastąpi towarzystwo nawet najcudowniejszych ludzi, bo zawsze gdy wracasz do domu witasz się z pustką, którą wypełnić może tylko drugi człowiek. Sami nie pokonamy pewnych barier. Ostatnio w kościele pewien ksiądz powiedział ważne słowa: Nie tak ważna jest instytucja małżeństwa, jak człowiek. Człowiek jest ponad instytucją. Bo miłość rozwija, ulepsza nas samych i osoby, które kochamy.

Myślę, że prawdziwa miłość to taka, kiedy kocha się drugą osobę za wszystkie wady i jedną wielką zaletę. A tą zaletą jest to, że ten człowiek po prostu jest.

Cały czas wierzę w to, że znajdzie się w moim życiu ktoś, kto będzie miał tą jedną wielką zaletę i dostrzeże ją we mnie.

 

SKOMENTUJ