Komu z nas nie zdarzają się porażki, nieporozumienia i sytuacje, w których nic nie idzie po naszej myśli? Jesteśmy przekonani, że wszystko zależy od nas i tkwimy w stresie spowodowanym naszymi wciąż o krok dalej od nas ambicjami. Obwiniamy się o niepowodzenia i nieszczęścia. Ile razy wręcz nie podejmujemy prób, w obawie przed złym i okrutnym losem, który tylko czeka aby podłożyć nam nogę. Denerwujemy się wciąż za dużo i zdecydowanie za bardzo. Boimy się czegoś, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzy. Nie podjęte próby i ryzyko mszczą się na nas w przyszłości, a mimo to nie uczymy się na błędach. Głównie dlatego, że nikt nam nigdy nie powiedział, że jeśli się nie uda, to tylko się nie uda. Po prostu, bez zbędnych ceregieli. Świat się nie zawali, rzeki nie wyschną, a życie będzie toczyć się dalej.


Nie ma pytań bez odpowiedzi. Czy aby napewno?

joshua-fuller-229095

Na studiach mamy takie kreatywne i inspirujące zajęcia o wdzięcznej nazwie Design thinking. Uczymy się na nich jak wprowadzać projekty w życie, jak dzielić je na etapy, jak pracuje nasz mózg, ile jesteśmy w stanie się skupić, jak sprawnie i umiejętnie zarządzać zespołem, bez względu na to czy jest to wielka organizacja czy grupa wolontariuszy. Dzięki tym zajęciom do końca życia wiedzieć będę, że nigdy nie należy oceniać, bo każde negatywne słowo pozostawia w drugim człowieku mikro traumę, która może w nim siedzieć do końca życia. Można kogoś mądrze krytykować i umiejętnie dawać do zrozumienia jakie ma wady, a co powinien poprawić. Napisałam o tym, dlatego, że na zaliczenie tego przedmiotu trzeba przeprowadzić wywiad z osobą, która ma problem. Nieważne jaki problem, trzeba jednak zagłębić się w daną osobowość, a przede wszystkim nie skrzywdzić jej i nie starać się rozwiązywać jej problemu.

Wywiad ma trwać 5 minut, musi być zarejestrowany oraz opisany. Banał. No właśnie nie do końca. Wybrałam Edytę ode mnie z pracy, choć jest piękną i na pozór bezproblemową osóbką o wielkim sercu, problemy ma jak każdy. Kiedy przygotowywałam się do rzekomego wywiadu, nie wiedziałam właściwie od czego zacząć. Siedziałam nad pustą kartką ponad godzinę, kiedy zaczęłam wreszcie wymyślać pytania.

Pytania dotyczyły bezpośrednio problemu z jakim zmaga się Edyta, ale również ogólnie dotyczyły życia. Na każde pytanie wcześniej próbowałam odpowiadać sama, żeby sprawdzić czy aby nie wkraczam w jakąś intymną sferę lub nie próbuje czegoś sugerować. Dwa pytania szczególnie sprawiły mętlik w mojej głowie. Tak, że na odpowiedziami zastanawiam się do dziś.

Co zrobiłaś dziś, aby jutro żyć tak jak pragniesz?

Jeśli życie jest grą, to jaka jest główna zasada?

A Ty jakbyś odpowiedział?

pawel-kadysz-100


Nie będę się na zapas przejmować.

kristopher-roller-188180

Wiem, że nie warto z własnego doświadczenia, a nadal śmiertelnie się boję i zawsze przejmuje na zapas. Głównie tym, że zawiodę innych, że źle odbiorą moje postępowanie, że błędnie ocenią moje zachowanie. Boję się jak każdy, głównie rzeczy, które nigdy nie miały, nie mają i z pewnością nie będą miały miejsca. Jest jednak takie wyobrażenie, zwłaszcza w Polsce, że przecież lepiej założyć porażkę i mile się rozczarować, niż pozytywnie myśleć i mieć wielki zawód. Nasze głowy są zatem po sufit wypełnione zmartwieniami i najczarniejszymi scenariuszami. Właściwie nie przestajemy zakładać najgorszego, choć gdyby się tak przyjrzeć, to jak wreszcie zdarza się coś złego, wcale nie jesteśmy na to w większym stopniu przygotowani czy bardziej odporni. Zawsze jest to dla nas zaskoczeniem i za każdym razem boli tak samo bardzo. Powstaje więc pytanie: po co w ogóle się martwić? I czy życie bez zmartwień byłoby utopią? Życie w cudownej krainie to też niej jest rozwiązanie. Skrajności zawsze są złe, nie ma znaczenia, czy idziemy z głową uniesioną wysoko czy bez przerwy spoglądamy w dół. Mam taką koleżankę, która jest niesamowicie pozytywna, uśmiechnięta i pewna siebie. Czy można w tych cechach przegiąć? Ależ właśnie można. Można być tak pewnym siebie, że aż aroganckim i chełpliwym nie przyjmującym i nie umiejącym sobie radzić z żadną krytyką. Można być uśmiechniętym i na pokaz miłym w celu manipulacji innymi. I wreszcie można być tak pozytywnym, że ślepym. Odsuwającym od siebie cierpienie, brzydotę i strach. Życie bez świadomości zmartwień to ignorancja, ponieważ to radzenie sobie z problemami sprawia, że jesteśmy silni. Ale reakcja na problemy i strach przed ich pojawieniem się do dwie różne sprawy.

Kiedy zatem słyszymy jakieś słowo np. „zwolnienie”. Natychmiast w głowie pojawiają nam się skojarzenia „popadnę w długi”, „nie spłacę kredytu”, „stracę bliskich”. Te skojarzenia wywołują kolejne negatywne emocję, bo jeśli stracę bliskich, to zostanę samotny, a jeśli zostanę samotny, to nie będę potrzebny i tak dalej i tak dalej. To mikro myśli, które gdzieś tam zapisują się na zwojach mózgu, nawet jeśli są błyskawiczne, a my szybko je wypieramy. Czyli słowo „zwolnienie” mimo, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością wywołało lawinę negatywnych i złych emocji.

A wystarczy skierować nasze myśli w zupełnie odwrotnym kierunku. Słowo „zwolnienie” już zawsze kojarzyć z „nową szansą”, „wolnością”, „zmianą”, „wsparciem od bliskich”. Odzwierciedlenie negatywnego słowa może nieść za sobą pozytywne skutki i emocje. Oczywiście to jedna z najtrudniejszych umiejętności, ale z pewnością do opanowania. A skoro tak jest, to spróbujmy od dziś myśleć na odwrót.

Bo chyba trzeba zacząć żyć teraz dobrze, ponieważ po pierwsze po co żyć źle, a po drugie jest później niż nam się wydaje.

mitchell-hollander-205952

SKOMENTUJ