Tacy jesteśmy. Lubimy wiedzieć, mieć kontrole i móc decydować. Wierzymy, że jesteśmy w stanie osiągnąć jakiś chociażby podstawowy stan bezpieczeństwa i stabilizacji. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy możemy sobie wszystko poukładać i zaplanować. Możemy żyć w artystycznym nieładzie, ale nie jesteśmy w stanie prowadzić chaotycznego życia. Odżywiamy się zdrowo, bo jesteśmy świadomi, że na zdrowie pracujemy całe życie. Bierzemy kredyty aby spełnić sen o własnym  kawałku podłogi, choć właściwie żyjemy w czasach tak niepewnych, że nie sięgamy wyobraźnią do momentu spłaty. A jednak cały czas dążymy do odrobiny spokoju i jakiegoś poczucia, że mamy nad tym wszystkim kontrolę. Ale czy my właściwie mamy kiedykolwiek w życiu taki moment, że wiemy co będzie jutro? Czy możemy dążyć do takiego stanu, w którym możemy zupełnie uczciwie powiedzieć, że kontrolujemy świat, swój własny mały świat?


PRACA NAUCZYŁA MNIE ŻYCIA

andrew-worley-299600

Przez ostatnie dwa lata spędzam w niej rzeczywiście zdecydowanie za dużo czasu, ale to właśnie ona pokazała mi, że nic nigdy nie jest zawsze. To praca nauczyła mnie cieszyć się chwilą. Czerpać z każdego momentu. Zabezpieczać się na ewentualną przyszłość. Głównie przez to, że zabrała mi ostatnie skrawki poczucia bezpieczeństwa. Mam pracę dokładnie tyle ile trwa dany projekt, ile trwa produkcja filmu, programu, serialu czy teledysku. A czasem nawet w trakcie nie mogę być pewna, że coś mam. W trakcie produkcji jest tyle niewiadomych ilu ludzi pracuje przy projekcie. Na początku nigdy nie widzisz mety, nie wiesz czy się uda, nie wiesz jak się potoczy, polegasz na innych i nie ma mowy o jakiejkolwiek kontroli. Oczywiście są pewne ramy w które się wpisujesz, pewne zasady, nieocenione doświadczenie, które pomaga Ci przewidzieć, ale to nadal nie pokazuje Ci nawet zamglonego widoku mety, do której czasem biegniesz, a czasem się czołgasz.

Dokładnie tak samo jest w życiu. Możesz zaplanować cały rok i chwała Ci za to. Możesz zarządzać czasem, możesz iść utartymi szlakami, możesz też nie przejmując się żyć z dnia na dzień, ale bezcennym jest dopiero zrozumienie, że życie polega na przyjmowaniu tego co jest, jednocześnie starając się być doskonale przygotowanym, ale mając również poczucie, że pewne rzeczy nas zaskoczą, wbiją w ziemię i zmienią całkowicie patrzenie na świat. I będą to ułamki sekund, nie lata, na które możemy się przygotować.


CAŁA NADZIEJA W DOBRYCH LUDZIACH

ricardo-gomez-angel-288697

Bo jeśli ma się dobrych ludzi przy sobie, jakoś lżej rozwiązuje się problemy, jakoś łatwiej przyjmować zaskakujące wiadomości, jakoś mniej zmartwień. Pierwszy raz mam tak, że kończę projekt i właściwie zupełnie niczym się przejmuje. Ani tym, że za chwilę znowu nie mam pracy, ani tym, że coś nie idzie po mojej myśli ani tym, że nadal nie widzę mety. Choć w trakcie mojej wędrówki meta zmienia się jak w kalejdoskopie. Mam jakąś refleksje, że zaczynam lubić ten stan w życiu, kiedy nie wiem co będzie dalej. To takie wspaniałe poczucie braku uwiązania, poczucie większych możliwości, dużej swobody i szansy zmiany wszystkiego w każdej chwili. To niesamowite poczucie wolności, którego nie da się opisać, które nie ma w sobie negatywnych bodźców, które pozbawione jest strachu i niepewności, które daje, a nie zabiera. To coś czego bałam się przez całe swoje życie, a z czym się oswoiłam i co nareszcie doceniam całą sobą. Zdrowie, nauka, doświadczenie, przyjaciele, rodzina, dobrzy ludzie, pomaganie – coś czego nie musimy dotknąć aby to poczuć i coś czego nie musimy na pierwszy rzut oka widzieć, żeby to dostrzec. Nie wiedzieć co będzie dalej to zauważyć co jest teraz.

SKOMENTUJ